Ogromny hol Burj al Arab mógłby posłużyć za kompendium wiedzy na temat designu wnętrz obiektów w całym Dubaju: błyszczy przepychem 8000 m2 powierzchni, która jest pokryta okładziną ze złota, niebieskiego brazylijskiego granitu oraz marmuru kararyjskiego. Realizacja z 1999 roku wyznaczyła standardy boomu budowlanego trwającego do dziś w mieście nad Zatoką Perską. Bogactwo ma być eksponowane w sposób jak najbardziej zauważalny – luksusowe centra handlowe, budynki użyteczności publicznej, giełda, nieruchomości portowe, powstające błyskawicznie wille i osiedla mieszkaniowe dla napływających cudzoziemców mają budzić podziw. Zasada wszechobecnego luksusu dotyczy przede wszystkim ukończonej niedawno słynnej Jumeirah Palm, pierwszej z archipelagu sztucznie zbudowanych wysp mieszkalnych, prawdziwego „cudu świata”, jak podkreśla lokalny deweloper.
Niech wygląda bogato
Budowa wyspy była poważnym, a przy okazji niezwykle medialnym aktem stworzenia – o zasypaniu morza piaskiem, uformowaniu meandrów linii brzegu i postawieniu gęstej sieci willi i hoteli było głośno na całym świecie, a obiekty w ramach tej potężnej inwestycji sprzedano na długo przed zakończeniem budowy. Za setki milionów dolarów trzy wyspy (The World i The Pearl są jeszcze w fazie projektowania) staną się przedłużeniem krótkiej linii brzegowej miasta. Nowi mieszkańcy będą mogli spoglądać nie tylko na słone wody zatoki, ale też podziwiać panoramę żagla nowego hotelu Burj al Arab z lądowiskiem dla helikopterów na dachu. Projektanci z firmy KCA International otrzymali konkretne założenie projektowe dla wnętrz obiektu: „make it look rich” (żeby wyglądało bogato), któremu zresztą głównej projektantce, Khuan Chew, udało się sprostać. Nie mówiąc wprost, chodziło o to, by „cały świat o tym mówił” i za sprawą Chew tak właśnie się stało. Wszystko musiało być lepsze, większe i bardziej szlachetne niż w najlepszych hotelach świata. Jeśli gdzieś istnieją apartamenty o powierzchni 300 m2 z dwiema łazienkami, tutaj apartament nie może liczyć mniej niż 750 metrów, musi mieć cztery łazienki i obowiązkowo osobne wejście dla służby. Bez problemu.
Inwestycyjny raj
Ropa dała Emiratom bogactwo, a Dubaj ma dziś ochotę pokręcić globalnym kołem fortuny – stąd potrzeba zabłyśnięcia, uzyskania statusu ponad zwykłe potrzeby pustynnego miasta zamieszkiwanego przez niecałe 1,5 miliona mieszkańców. W staraniach o inwestycje Dubaj znakomicie trafia w zainteresowania biznesu, bo w tym bogatym, choć niespokojnym regionie miasto nie musi się obawiać żadnego wartego wzmianki zagrożenia terrorystycznego. Po 11 września bogaci Arabowie z USA przekierowali przepływ gotówki właśnie do tego arabskiego Las Vegas, idealnego miejsca, które zaczęło się intensywnie rozwijać w momencie, gdy duże pieniądze szukały nowych lokalizacji. W kreowanej w błyskawicznym tempie metropolii, w której przed dziesięcioma laty stało zaledwie kilka wieżowców, daje się to bez trudu zauważyć.
Jaskrawo i drogo
Być może mieszkańcy nie odczuwają tego jako obniżenia jakości życia, skoro cała reszta na pierwszy rzut oka dobrze się prezentuje. „Trzeba sobie powiedzieć – twierdzi Dominik Wanders, architekt wnętrz zatrudniony w niemieckiej firmie Spielmann – że nie budujemy tu dla Europejczyków, lecz dla Hindusów, Rosjan i Arabów”. Czyli – wszystkiego może być nieco więcej. Pospieszne życie miasta, które dopiero staje się metropolią, traci przez to na pewno na jakości. Buduje się jak w Niemczech w latach 60., z użyciem prostej techniki stali i betonu. Nie ma mowy o wymagającej, skomplikowanej technologii, ekstrawaganckiej architekturze, „inteligentnych domach” czy oszczędnym wykorzystaniu energii. W tym pustynnym mieście nie znajduje zastosowania technika solarna, ani zresztą żadne inne odnawialne źródła energii. Jest przecież ropa naftowa i gaz, dzięki którym dla Dubaju produkuje się nieprawdopodobnie wielkie ilości energii. Energię pochłania nie tylko klimatyzacja, bez której przy temperaturze powietrza około +40°C nie dałoby się żyć, i urządzenia odsalające wodę, ale również życie codzienne – mieszkaniec Dubaju zużywa więcej energii niż przeciętny Amerykanin. Ale przecież wszystko musi błyszczeć. I rzeczywiście, jasno oświetlony Dubaj nocą to widok godny podziwu: posągi koni i drapieżnych ptaków nabierają charakteru dopiero w jaskrawym świetle.
Kiedy stanie się przy podjeździe skromniejszego niż inne hotelu Madinat, przed fontanną, z której dosłownie „wyskakują” pozłacane, rzecz jasna, rzeźby koni, wie się natychmiast, że to Dubaj. Posągi koni pysznią się też w nowym centrum bankowym, a zaprzęg marmurowych arabów zdobi hol restauracji w gigantycznym centrum handlowym. „Typowy styl Dubaju – wzdycha niemiecki architekt – tu wszystko musi tak wyglądać”.
Tekst Iris Braun
Zdjęcia Nakheel 2007, Jumeirah, Emaar Properties
