Nie jestem barbarzyńcą
Trzeba znaleźć uzasadnienie dla każdej proponowanej formy architektonicznej, uważa Jarosław Kozakiewicz, artysta łączący formę architektoniczną z relacją człowieka, ziemi i kosmosu.
Reprezentował Polskę na 10. Biennale Architektury w Wenecji. Najnowszymi projektami Jarosława Kozakiewicza są dwie propozycje dla Poznania. „Punctum” to projekt rozbudowy Muzeum Narodowego na Wzgórzu Przemysła. „Źródło” jest pomysłem na rewitalizację parku Drwęskich w centrum miasta.
Justyna Kowalska: Konkurs na odbudowę Zamku na Wzgórzu Przemysła wygrał projekt na wskroś tradycyjny, łączący w sobie elementy gotyku i renesansu i bazujący na domysłach na temat tego, jak prawdopodobnie wyglądał oryginalny Zamek. Natomiast „Punctum” opiera się na idei „negatywu historycznej formy”, czyli na całkowitym odwróceniu pojęć.
Jarosław Kozakiewicz: „Punctum” opiera się na pełnym szacunku dla tego miejsca – nazywam to „usunięciem się”. Zaprojektowana przeze mnie bryła jest wypełniona powietrzem, a powstały plac staje się publiczną przestrzenią, w której na wiele sposobów można wpisać historię.
Jaki wpływ na zaproponowany przez ciebie projekt miało otoczenie architektoniczne na Wzgórzu Przemysła?
Wydaje mi się, że „Punctum” nie ingeruje w przestrzeń. Starałem się uczynić ją na tyle subtelną, aby nie zasłaniała Pałacu Raczyńskich, i umożliwiłem w ten sposób rodzaj dialogu między tymi dwiema formami. Z miasta prawie nie widać zaprojektowanego przeze mnie budynku – z wyjątkiem małego przesmyku. Przystępując do projektu, starałem się w jak najsubtelniejszy sposób podkreślić znaczenie tego miejsca i stworzyć nowe funkcje dla muzeum: są tam dwie kondygnacje, na których mogłoby się mieścić Muzeum Sztuk Użytkowych, jest platforma widokowa z częścią zamkniętą w środku, która mogłaby być wykorzystana na cele edukacyjne. Część tego budynku wisi właściwie nad zboczem w powietrzu.
Czy twoja propozycja uwzględnia projekt kawiarni – tuby Claudio Silvestrina, realizowanej na dachu muzeum od strony Alej Marcinkowskiego?
Muzeum Narodowe to rozbudowany kompleks. Projekt Silvestrina powstaje od frontu, nie spotyka się więc z moim. Nie widać ich razem.
Kiedy powstawał projekt „Punctum”, konkurs na rekonstrukcję Zamku Przemysła formalnie był już zakończony. Jak doszło do tego, że zaproponowałeś swoją wizję?
O wykonanie projektu poprosiło mnie Wielkopolskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Tworzę przede wszystkim projekty teoretyczne, czyli w jakimś sensie utopijne. Do nich należy na przykład „Transfer” – jest konceptualny, krytyczny wobec pewnych rozwiązań, obliczony przede wszystkim na wywołanie dyskusji. Tak też się dzieje. Zdarza się, że decyduję się na projekty realizacyjne, na zamówienie. Obiekt „Punctum” jest wizją artystyczną, choć może oczywiście zostać zrealizowany. Utopia stała się realna w przypadku kilku moich prac – za przykład może posłużyć „Mars”. Nie jestem architektem, lecz artystą. Wykorzystuję w swojej twóczości architekturę, posługując się językiem, jakim ona operuje. Projekt „Punctum” powstał w wyniku pewnego impasu w sprawie zabudowy Wzgórza Przemysła. Historycy wypowiadają się w tej sprawie swoim głosem, konserwatorzy swoim, a komitet społeczny i zwolennicy odbudowy historyzującej swoim. Zamówiony u mnie przez pana Piotra Voelkela i Wielkopolskie Towarzystwo Zachęty projekt artystyczny ma stanowić nowy głos w dyskusji. Ich głos. „Punctum” tę rolę spełnia, powstał ciekawy dyskurs. Zainteresowanie sprawą jest w Poznaniu bardzo żywe.
„Punctum” jest wizją. Nie jest ostatecznym projektem. Są w nim pokazane trzy zasadnicze zagadnienia: opieka, jednoczenie i władza.
W jakim sensie jest to opieka?
W sensie ochrony historycznego fundamentu, podkreślania istoty miejsca. Również opieka w sensie dosłownym. Taras widokowy jest jak parasol ochronny roztoczony nad historią. Przemysł II był władcą, który jednoczył. Miejsce, w którym stał jego zamek, jest przesiąknięte ideą jednoczenia i scalania. Przybliżam mieszkańcom ten ważny fakt, pozostawiając fundamenty zamku nietknięte. W „Punctum” wpisany jest również problem władzy. Jej potęga podkreślona przez strzelającą w niebo wieżę została zastąpiona przeze mnie „płaszczyzną demokracji” ujętą w formę tarasu widokowego dostępnego dla każdego przybysza.
Ten projekt pokazuje, że nie trzeba ograniczać się do prostej pseudorekonstrukcji.
W moich projektach wątki historyczne zawsze się pojawiały. W przypadku projektu Muzeum Sztuki Współczesnej w Toruniu, który powstał na planie XVI-wiecznego bastionu, historia była podobna do poznańskiej. Obrys muzeum poprowadziłem po linii dawnego bastionu i uniosłem pod kątem sporą płaszczyznę ziemi. Nie jest to dokładnie bastion, ale w jakimś sensie ten projekt rekonstruuje część jego dawnej formy. Historyczne aspekty miejsc są dla mnie niezwykle istotne. Nie jestem barbarzyńcą, który odnajduje przyjemność w niszczeniu.
Natura jest zazwyczaj integralną częścią twoich projektów. W projekcie „Punctum” tego nie widać. Jest modernistyczny, nie epatuje zielenią, nie ma obłych, bionicznych kształtów nawiązujących bezpośrednio do przyrody.
„Punctum”, wbrew pozorom, zawiera sporo elementów związanych ze środowiskiem naturalnym. Delikatność w traktowaniu ziemi, ochrona i odbudowa tkanki biologicznej są w tym projekcie równie ważne, jak w innych moich pracach. Natomiast forma jest rzeczywiście zupełnie inna. Nie jest miękka. To wynika ze specyfiki otoczenia. Moim zdaniem takie rozwiązanie jest właściwe w przypadku wypełniania przestrzeni pomiędzy budynkami, które już istnieją.
Bliski naturze jest też drugi projekt, który stworzyłeś dla Poznania, czyli „Źródło”, będący aranżacją przestrzeni parku Drwęskich w centrum miasta.
Park ma przepiękną skarpę, jest położony wzdłuż bardzo ruchliwej i hałaśliwej ulicy Królowej Jadwigi. Stąd wziął się pomysł, by stworzyć rodzaj kotliny poprzez dobudowanie naprzeciwko skarpy zapory o wysokości 2,5 metra i długości 150 metrów, która w jakimś stopniu chroniłaby to miejsce akustycznie i wizualnie. Zlikwidowano by dotychczasowy chodnik obok ulicy – ludzie w ten sposób zostaliby zmuszeni do przechodzenia przez park, a trasa byłaby niewiele dłuższa.
Drugim elementem tego projektu jest źródło. Koncepcja zakłada połączenie schodów na skarpie z kaskadą wodną. Konstrukcja, poza walorami wizualnymi, zwracałaby uwagę delikatnym, miłym dla ucha dźwiękiem spadającej wody. Powstałoby w ten sposób przyjazne miejsce pełne organicznych dźwięków, a nie kakofonii ulicznego ruchu.
Twoje projekty wydawały się często niemożliwe do zrealizowania, mogły uchodzić za tzw. architekturę papierową czy fantastyczną. Tymczasem część z nich znajduje się już w fazie realizacji, na przykład „Mars” w Boxbergu – gigantyczne ucho uformowane z wałów ziemnych i widoczne dopiero z lotu ptaka. Kiedy będzie można zobaczyć efekt końcowy?
Zgodnie z planem otwarcie odbędzie się we wrześniu tego roku. Do tej realizacji doszło dzięki mojej wygranej w konkursie rozpisanym na rewitalizację terenów poprzemysłowych na Pojezierzu Łużyckim. Zaproponowałem fragment projektu „Pejzaże”. Pierwotny projekt powstał jako architektura utopijna z myślą o prezentowaniu makiet w galerii, a nie realizacji w przestrzeni. W projekcie tym zawarte są moje dociekania na temat związków ciała z kosmologią. Realizacja projektu „Mars” była dla mnie ciekawym doświadczeniem, bo pierwszy raz miałem do czynienia z rzeźbą, którą muszę wykonać z bardzo ściśle określonej ilości materiału. Dostałem wytyczne, ile ziemi wykonawcy są w stanie przywieźć na miejsce budowy, i musiałem się do tego dostosować. Prace trwały kilka lat. Łużyce leżą na płaskim terenie.Usypane wzgórza, z których najwyższe ma 18 metrów, dają mieszkańcom tego terenu możliwość doświadczania znanego im krajobrazu z innej, nieznanej im do tej pory perspektywy.
Projekt „Mars” jest przykładem na to, że najbardziej fantastyczne projekty po latach mogą zostać zrealizowane, jeśli tylko znajdzie się grupa osób, które uwierzą, że jest to możliwe.
Niemcy wyraźnie podkreślali, że chcą mieć coś, czego nie ma nikt inny. Pojezierze Łużyckie cierpi na odpływ ludności, więc władze chcą przyciągnąć tam turystów. W związku z tym poszukują unikalnych projektów do realizacji. To bardzo śmiali ludzie. Dają świetny przykład metodycznego myślenia perspektywicznego, w dodatku bardzo gospodarnego.
Kładzie się nacisk na to, żeby zachowywać każdy oryginalny kawałek muru, żeby rekonstruować za wszelką cenę…
Właśnie w tym tkwi problem. Pytanie brzmi, co zrobić, żeby nie zapomnieć o danym miejscu? Czy koniecznie trzeba tam postawić jakąś ogromną konstrukcję, pomnik? Projekt, który wygrał konkurs na rekonstrukcję Zamku Przemysła, pomysłodawcy nazywają właśnie pomnikiem. Jak ma wyglądać taki pomnik? Czy ma być płaską płytą, czy formą wertykalną? Może wystarczy uruchomić w nocy umieszczone w fundamencie reflektory o skupionym świetle, stawiając w ten sposób świecący słup symbolizujący stojącą tam kiedyś wieżę? Myślę, że tworzenie imitacji czegoś, co było – choć nie wiemy, jak wyglądało – jest najbardziej konwencjonalną praktyką, jaką można sobie wyobrazić. Zwolennicy wiernej rekonstrukcji Zamku Przemysła powołują się na Zamek Królewski w Warszawie. W pewnym sensie mają rację, chociaż w przeciwieństwie do Poznania tutaj istniała dokumentacja. Z drugiej strony należy też pamiętać, że Warszawa jest miastem, które było zupełnie zniszczone, więc groziła mu utrata tożsamości. Gdyby Starówki nie odbudowano – choć wtedy również protestowano, twierdząc, że to makieta – to jak Warszawa by dziś wyglądała? Warszawa jest dobrym przykładem takiego cmentarzyska, nakładania warstwy na warstwę. Nie ma w tym nic złego. Spór następuje w momencie, gdy każdy inaczej widzi tę nową warstwę. To tak jak z World Trade Center, które można było odbudować z powodów sentymentalnych, lecz tego nie zrobiono. Warszawa też ma swoją tragiczną historię, nie ma tu przecież nawet metra kwadratowego, na którym ktoś by nie zginął. U nas jest problem z tym, że Polska została bardzo zniszczona i jesteśmy do naszych zabytków niezwykle przywiązani. We Francji nie rodzi to takich emocji, po prostu dobudowuje się nowe formy. Pytanie dotyczy jednak tego, jakie one mają być.
Z jakimi architektami chciałbyś współpracować? A może artystami?
Na świecie jest wielu znakomitych architektów, z którymi współpraca to marzenie wielu projektantów. Trudno wymieniać, bo byłoby to niepokorne z mojej strony. Projekty Zahy Hadid czy Herzoga & De Meurona wykraczają poza to, z czym spotykamy się na co dzień. Czuje się, że to jest zupełnie inne myślenie. Warstwa znaczeniowa tych projektów jest głęboka i przemyślana. Ich twórczość pozostaje bardzo mocno związana z osobowością autorów, czego, jak sądzę, często brakuje polskiej architekturze. Na ogół nie przykłada się wagi do znaczeń ukrytych w architekturze i miejscu oraz nie śledzi się konsekwencji estetycznych wypływających z tych znaczeń. Uważam, że trzeba znaleźć uzasadnienie dla każdej proponowanej formy.
Rozmawiała Justyna Kowalska
Zdjęcia archiwum Jarosława Kozakiewicza
