made in china

Nie dziwi rozdanie niemieckich „skrzatów ze złotym nosem“. Problem piractwa dotyka niemiecką technologię już od lat 70., kiedy to symbol niemieckiej motoryzacji, samochód Mercedes S430, zyskał swojego japońskiego naśladowcę Lexusa LS 430. Obecnie w Szanghaju działa pierwsza, 33-kilometrowa linia Transrapida, najszybszego pociągu świata, który osiąga prędkość nawet do 342 km/h. To nie tylko doskonała atrakcja turystyczna, ale również wspaniały model do naśladowania, wyzwanie i pokusa dla chińskich inżynierów. No cóż, zaprojektowany w 2004 r. przez ThyssenKrupp Transrapid miał być chlubą niemieckich inżynierów, teraz istnieje ryzyko, że szybciej może się ukazać na dłuższych trasach w wersji chińskiej. Prace nad chińskim prototypem już się rozpoczęły, bo jak mówi stare hasło, które od lat przyświeca azjatyckim naśladowcom: „Dobrzy piraci muszą być szybcy, a plagiat musi być co najmniej tak dobry jak oryginał, albo nawet lepszy“.

W 2005 roku Komisja Europejska oszacowała, że około 7-10 proc. produktów handlu światowego powstało w wyniku piractwa. Straty, jakie z tego wynikają dla światowej gospodarki, wynoszą rocznie 250 mld euro. Chiny są po Tajlandii drugim co do wielkości rynkiem i producentem plagiatów, podróbek i kopii. Ich udział w światowej produkcji tych towarów wynosi około 12,86 proc. W wielu chińskich sklepach brakuje oryginalnych produktów, a w wytwarzaniu tanich plagiatów przodują regiony Zhejiang i GuangDong.

Przykład niemieckich technologii to nie wszystko, co bywa wzorem do naśladowania w Kraju Środka. Kopiści nie wybrzydzają i potrafią naśladować wszystko – od technologii motoryzacyjnych, sprzętu AGD, mebli i wyposażenia wnętrz, po ubrania, biżuterię, akcesoria i zabawki. Podrabia się towary, które w szybkim tempie przynoszą zysk, istnieje na nie popyt i możliwa jest ich masowa produkcja i dystrybucja. Do najbardziej udanych zaliczony został w tym roku chiński plagiat termosu Sophie firmy Alfi, trzecie miejsce w konkursie Plagiarus zajęła zamiatarka TopSweet 55. Rok wcześniej drugie miejsce w konkursie zdobył plagiat pojazdu motorowego MadAss, model Juwel firmy Alfi zdobył wyróżnienie, również odznaczona została piła motorowa MS 380 – kopia firmy Stihl. W 2005 roku wyróżniony został między innymi automat do wody pitnej Lite oraz zestaw ceramiki Barrique. Na Dalekim Wschodzie pojawił się w ostatnim czasie wystylizowany na iPoda MP3-161, czyli odtwarzacz plików muzycznych i wideo. Obecny od kilku miesięcy na rynku iPhone również doczekał się swojego chińskiego brata bliźniaka. Te najnowsze wyniki plagiatorskich zdolności Chińczyków czekają na swoje konkursowe nominacje.

Nie dla wszystkich nielegalne
Od lat mówi się otwarcie, że Chiny to największy „copy center“ świata, choć powszechnie piractwo uznaje się za naganne i nielegalne. Problem ten niełatwo jednak uchwycić, niesie ze sobą również trudności natury pojęciowej. Pojęcie plagiatu należy do języka potocznego i oznacza kradzież utworu lub pomysłu. Określenie to stosuje się często wymiennie z pojęciem podróbka, ale słowa te nie są synonimami. Plagiatorzy czerpią zyski z inwestycji ich pomysłodawców i oferują uwodzicielsko podobne do oryginału towary. Podróbki, oprócz przejętego designu, posługują się również logo producenta oryginału, przez co wprowadzają nabywcę w błąd, przywłaszczając sobie tożsamość renomowanego pomysłodawcy. Dla nas, Europejczyków, zarówno plagiat, jak i podróbka są naganne moralnie, jednak nie zawsze ten proceder stanowi naruszenie praw autorskich i pociąga za sobą sankcje cywilnoprawne lub karne.

Złoty biznes
Do walki z nielegalnym naśladownictwem powstaje coraz więcej międzynarodowych organizacji, zaostrza się kontrole, a mimo to produkcja azjatyckich plagiatów i podróbek nadal wzrasta. Co zachęca chińskich piratów? Kopiowane są wyłącznie renomowane produkty, a ich naśladowcy wzbogacają się dzięki dużemu nakładowi i konkurencyjnym cenom. Podrabiacze wykorzystują do produkcji tańsze materiały i tanią siłę roboczą, nie przestrzegają zasad konwencji jakości, bezpieczeństwa i ochrony środowiska, redukując tym samym koszty produkcji. Rozwój nowych technologii, jak fotografia cyfrowa, skanery, internet i e-mail, umożliwia bezproblemowe kopiowanie produktów, opakowań i ich kampanii reklamowych.
Zaostrzona walka z przemytem w Azji, wysokie kary i cła sprawiły, że to przemyt stracił na swojej atrakcyjności. Piractwo natomiast stało się bardziej bezpieczne, a kary są stosunkowo niskie. Dla wielu szukających pomysłu na biznes podrabianie stało się tzw. przedsięwzięciem high profit – low risk, a więc dość lukratywną inwestycją. Powody gospodarcze dadzą się wymieniać w nieskończoność, z uwzględnieniem interesów i zysków organizacji terrorystycznych włącznie.
Przyczyn tak dużej popularności plagiatów w Chinach należy szukać przede wszystkim w mentalności ich obywateli. Chiński stosunek do dóbr duchowych zasadniczo różni się od europejskiego. Podstawowym zadaniem chińskiego ucznia jest wierne naśladowanie „mistrza“, dopiero kiedy się osiągnie jego umiejętności, możliwe jest samodzielne myślenie i kreacja. W Kraju Środka, zdominowanym przez świadomość zbiorową, obca jest świadomość idei należącej do jednostki, która wyłącznie przez nią może być wykorzystywana. Stare, jakże pobłażliwe chińskie powiedzenie mówi, że „kopiować znaczy pożyczać“. Tylko co? Według definicji European Brands Association marka to „intelectual property“, inaczej mówiąc „brands are personalities“. Czy można pożyczyć własność duchową lub intelektualną drugiej osoby? W jaki sposób można ją oddać? Co pożyczają chińscy plagiatorzy? Wydaje się, że powiedzenie to powinno brzmieć „kopiować znaczy przywłaszczać“, bo zapożyczeniem nazwać można użycie wybranych cech, a nie całokształtu.
Ostatecznie wybór należy do nas, nabywców. Bardzo często wybieramy jednak wariant tańszy. Nie można mieć pretensji do chińskich naśladowców, jeśli również dla wielu nabywców „własność duchowa“ jest pojęciem abstrakcyjnym i niewystarczająco przekonującym, aby w nią zainwestować większe kwoty. Do oryginału bardziej może przekonać nas bezkonkurencyjna jakość i wytrzymałość. Jednak jak długo podstawowym kryterium kupna będzie cena produktu, tak długo świadomie lub nieświadomie plagiat będzie się cieszyć większym powodzeniem. A renomowanym poducentom oryginału na pocieszenie pozostanie powszechnie panująca opinia, że plagiat jest komplementem dla oryginału. Oby takich komplementów było jednak jak najmniej.

Dyskusja o niczym
Wielkie nadzieje pokładano w europejskim szczycie G8. Jednak o ochronie znaków towarowych i walce z piractwem mówiło się na nim niezbyt konkretnie. Głównym postanowieniem w tej sprawie była decyzja o podjęciu dialogu z Chinami, Indiami, Brazylią i Meksykiem. No cóż, dialog z tymi krajami prowadzi się już od dawna. Również organizatorzy europejskich targów wzmogli swoją działalność w sprawie kontroli prezentowanych produktów i nawiązali współpracę z organizatorami chińskimi. Firmy, które padają ofiarami podrabiaczy, na ogół odstępują od podejmowania kroków prawnych przeciw „kopistom“ w obawie przed utratą szansy wejścia na ten ogromny rynek. Renomowani producenci, jak: Chanel, Prada, Burberry, Louis Vuitton, Möet Hennessy czy Gucci, próbują choć dla zasady walczyć z piractwem i złożyli wnioski o odszkodowania za sprzedaż ich podróbek w chińskim centrum handlowym. Chiński sąd orzekł w tej sprawie co prawda na korzyść renomowanych producentów, zasądził jednak symboliczną kwotę odszkodowania w wyskokości 2000 euro dla każdej z poszkodowanych firm. Takie grzywny na pewno nie powstrzymają piractwa. Po raz pierwszy jednak w tym procesie uznano prawa autorskie oryginalnych producentów i zrezygnowano z powtarzanej od dawna regułki: „It is not a fake, this is an original copy“.
Wiele renomowanych firm korzysta z taniej chińskiej siły roboczej i posiada swoje fabryki w krajach azjatyckich, wobec czego stosowane powszechnie „made in China“ nie zawsze wzbudza podejrzenia. Nie zawsze kryje się za nim „designed & created by“, coraz częściej natomiast: „copied in China“. To drugie, podobnie jak samo chińskie określenie „plagiat“, nie pozwala się jednak łatwo rozpoznać… Taka już jest natura plagiatu.

Tekst Ewa Bojarowski
Zdjęcia materiały prasowe

Świat stwarzany w Chinach

Kampania reklamowa McDonald’s „I’m lovin’ it!”, która obiegła cały świat, powstała właśnie w Chinach. Nieświadomie McDonald’s ukazał kolejne oblicze globalizmu i nowy trend – Zachód żyje w kompletnie zaimportowanym świecie i zdaje się tego w ogóle nie zauważać.
Mieszkańcy świata zachodniego są przyzwyczajeni do tanich produktów „made in China”. Dziś jednak produkty są nie tylko wykonywane w Chinach, ale również tam projektowane.
Wielkie koncerny już nie tylko instalują na Wschodzie swoje fabryki – angażują też chińskich designerów. Równocześnie chińskie firmy stają się coraz bardziej popularne na rynku światowym. Imperium odkrywa swój potencjał projektowy.
Telefony komórkowe popularnych zachodnich firm, takich jak Alcatel, Nokia czy Motorola wyznaczały w latach 90. funkcjonalne i estetyczne wzory, które wbrew prognozom nie przyjęły się w Azji. Współcześni chińscy operatorzy oferują swoje bardziej zabawowe wersje telefonów, zorientowane na gusta Chińczyków. Kolorowe ekrany, gry i zintegrowane media są preferowane przez chińskich odbiorców, zagościły także u Europejczyków, wyznaczając modę na „azjatyckie komórki”.
Jeszcze kilka lat temu chińskie produkty dało się gołym okiem odróżnić od zachodnich, dziś nie jest to już takie proste. Eksport zachodniej kultury na Wschód również powoli ustaje. Tam, gdzie jest rynek i pieniądze, tam jest i potęga. Bogatsze Chiny stają się coraz ważniejszym i potężniejszym graczem na globalnym rynku.
Czy ten trend gospodarczego przesunięcia się na Wschód zmieni naszą rzeczywistość? Czy nasz smak i styl wpływają na chińską kulturę, czy to raczej Chiny niedługo będą wyznaczać nasze potrzeby? | AK